pstro.com jest serwisem tworzonym przez click5.
piszemy tu o nowych mediach, designie, technologiach, marketingu, sztuce, pogodzie, naszej pracy i wielu innych tematach. poczytaj.

przemyślenia z videoteki

Moje wyprawy do lokalnej wypożyczalni dvd/video to wydarzenia rzadkie ale zawsze długotrwałe. Przyświeca im każdorazowo zamiar wejścia i błyskawicznego wyjścia ze wspaniałym i wiekopomnym obrazem wybranym po kilkuminutowych poszukiwaniach. Kończy się jednak tak, że przepadam, ginę w akcji i niezależnie od postanowień, jak zahipnotyzowany krążę pomiędzy półkami wpatrując się maślanymi oczami w okładki, ważąc pudełka (i wartość filmu) w ręce, czytając opisy typu “film był wyświetlany (!) na festiwalu Sundance” i zastanawiając się czy ten czy tamten, a może jeszcze inny. Grymaszę jakbym się przymierzał do kupna domu albo operacji nosa, a nie wybrania sposobu na spędzenie tych kilkudziesięciu minut przed telewizorem w piątkowy wieczór.

Opuszczam ten przybytek zwykle po kilkudziesięciu minutach, pełen wyrzutów sumienia i wątpliwości czy ten warty siedem pięćdziesiąt wybór jest aby na pewno słuszny. Dzisiaj było tak samo i znowu się rozmarzyłem… o Netflixie. Gdybym miał konto w Netflixie (US Residents only) to zamiast pocić się w wypożyczalni, filmy gromadziłbym na swojej liście, rekomendacje dostawał od znajomych i netflixowej społeczności, płyty dostawałbym pocztą, trzymał w domu do oporu i odsyłał dopiero jakbym miał ochotę na jakiś nowy film. Z otwartymi ramionami przyjąłbym w przeglądarce i na debecie karty polską wersję tej usługi.

Wierzę w usługi internetowe, które wypełniają luki rynku i zaspokajają istniejące potrzeby, a nie tworzą nowe. Twórcy Basecamp stworzyli prosty, przystępny system do zarządzania projektami, który stał się doskonałą alternatywą dla nadmiernie rozbudowanych aplikacji na rynku. Zawojowali web. Panowie z Threadless zaczęli sprzedawać koszulki z ciekawymi i śmiesznymi wzorami, ludziom którzy chcieli nosić coś ciekawego na sobie, a nie płacić za t-shirty z wielkim logo producenta nadrukowanym na piersi. Dzisiaj sprzedają ich setki tysięcy rocznie i dają nieźle zarobić społeczności projektantów. A Netflix stworzył wypożyczalnię dla takich niezdecydowanych leniuchów jak ja i znalazło się ich kilka milionów.

W Polsce webowa przedsiębiorczość z dnia na dzień nabiera impetu, ale odnoszę wrażenie, że zamiast szukać rozwiązań dla istniejących problemów wszystkie działania koncentrują się na dublowaniu - siebie nawzajem i istniejących już rozwiązań z globalnego rynku. Wszyscy walczą o sukces na miarę GaduGadu lub Allegro - “pierwszy klon na starcie zgarnia pulę”. Mamy więc polskie: flickr (fotosik.pl, slajd.net), youtube (wrzuta, streemo), linkedin (goldenline, biznes.net, profeo), digg (wykop, gwar), twitter (blip), niezliczone porównywarki cen, serwisy plotkarskie, itd. itp. Większość tych lokalnych adaptacji jest mało potrzebna — oryginały mają polskie wersje lub są skierowane do grup, które bez problemów posługują się językiem angielskim, a nie chcą rezygnować z międzynarodowego zasięgu społeczności zgromadzonych w tych serwisach.

Tymczasem jest tyle niezaspokojonych, zupełnie realnych potrzeb, “dziur” w polskim web biznesie, które czekają na swoje rozwiązania. Skoro już decydujemy się żeby tworzyć lokalizacje to dajcie mi na przykład polskiego Netflixa lub sklep z mp3, w którym będzie można coś znaleźć. Jeżeli są usługi, za które już dzisiaj chętnie zapłaci duża grupa klientów, to po co marnować swój talent i kapitał, na tworzenie kolejnego klonu, zaspokajanie sztucznych potrzeb i czekanie na tajemniczego inwestora/ryzykanta, który wyłoży (lub nie) fortunę za przedsięwzięcie, którego przyszłość jest wielką niewiadomą? Czy w dobie kolejnej rewolucji internetowej prawa popytu i podaży już zupełnie straciły rację bytu?


Aktualizacja (13.08.08)

Temat polskich adaptacji i ich przyszłości rozwijają na swoich blogach Dominik Kaznowski w notce Czy polskie serwisy wytrzymają konkurencję graczy globalnych? i Bartek Raciborski w Czy serwisy z zagranicy wygryzą nasze rodzime?

10 KOMENTARZE do wpisu “przemyślenia z videoteki” »»

  1. warp. napisał:

    blip zostawia twittera w tyle!

  2. Bartek Gołębiowski napisał:

    Nie wnikam, bo idea przyświecająca obu tym narzędziom jest mi raczej obca. Ja się po prostu zastanawiam dlaczego ci startupowcy w 90% koncentrują się na robieniu rzeczy, które:
    a) już ktoś zrobił wcześniej i wypełnił lukę na rynku
    b) mają wątpliwy model dochodowy

    Wszyscy zarzucają wędki do mętnego stawu, w którym podobno jest kilka wielkich szczupaków, podczas gdy obok jest staw w którym aż roi się od ryb - trochę mniejszych, ale tylko czekających na widok przynęty na haczyku.

    Heh, marna ta metafora, ale niech już zostanie…

  3. momo napisał:

    Heh, metafora faktycznie marna:)

    Ale sens ok. Tyle tylko, że zdecydowanie łatwiej jest skopiować już istniejący, sprawdzony pomysł lekko go modyfikując, niż szukać niszy i tworzyć od podstaw. Do tego potrzeba większej wiedzy, doświadczenia i wyczucia - myślę, że właśnie dlatego zalewa nas tyle klonów.

    A tak nawiasem mówiąc skoro masz dar dostrzegania “dziur w polskim web biznesie” to dlaczego ich nie zapełnisz własnymi usługami? Ludzi do realizacji tego typu pomysłów przecież masz.

  4. Bartek Gołębiowski napisał:

    Ja to pisałem z punktu widzenia klienta bardziej niż przedsiębiorcy. Mamy w planach przedsięwzięcia, które właśnie wypełniają pewne luki i pewnie prędzej czy później dojdzie do ich realizacji. Niestety wewnętrzne projekty mają to do siebie, że często są odkładane na później. “Jeszcze tylko ten projekt dla klienta i potem się tym zajmiemy…”. I tak latami.

  5. momo napisał:

    Skąd ja to znam…

    Ostatnio jednak stwierdziłem, że jest to wymówka i myśląc w ten sposób nigdy nie zrealizujesz wewnętrznego projektu, bo zanim będziesz miał wolnych ludzi to pomysł sie przedawni.

    Wiem, że optymalny poziom zatrudnienia w agencji to temat rzeka. Z jednej strony źle, gdy ktoś się nudzi, z drugiej źle gdy brakuje rąk do pracy, a do tego w różnych okresach jest różna ilość zleceń… Mimo to być może warto zatrudnić choćby jedną osobę więcej aby zrealizować pomysł, w którego powodzenie mocno się wierzy:)

  6. Bartek Gołębiowski napisał:

    No dobra, to podeślij mi kogoś na jutro :).

  7. momo napisał:

    A nie może być na wtorek? :)

    Wiadomo, że dobrych ludzi brakuje, ale chcieć to móc.

  8. momo napisał:

    A może być na wtorek? :)

    Wiadomo, że dobrych ludzi brakuje, ale chcieć znaczy móc.

  9. Bartek Gołębiowski napisał:

    Złote myśli, nie ma co.

  10. Krzysiek napisał:

    Bartku masz wiele racji, zresztą ostatnio w manager mag/ forbes był art trkatuący o polskich inwestycjach w web 2.0. piękne i zacne, ale to już było..

    z drugiej strony wyważanie otwartych drzwi gdy terminy gonią a ludzie na wakacjach jest jak to określił pewien francuski hrabia (zanim palnął sobie w łeb ;) “bez sęsu”.

    czego brakuje? przecież wszyscy wiemy że http://corkd.com/ ;)

    i nie tylko… ;)

Leave a Reply »»