pstro.com jest serwisem tworzonym przez click5.
piszemy tu o nowych mediach, designie, technologiach, marketingu, sztuce, pogodzie, naszej pracy i wielu innych tematach. poczytaj.

Archive for sierpień, 2007


second co?

Jako agencja kreatywna musimy być młodzi, wyluzowani, na bieżąco, edgy i sexy, więc powinniśmy od dawna mieć swoje biuro, mieszkania i domki letniskowe w Second Life. Gdyby tak człowiek poczytał trochę branżowych press releasów to wydawać by się mogło, że właściwie ten ubogi prototyp jakim jest nasza namacalna rzeczywistość, to prymitywne “First Life”, już dawno odeszło do lamusa. Teraz każdy ma swoje przedstawicielstwo, szklany biurowiec i enigmatyczne imię w SL: agencje reklamowe, ministerstwa, rady miejskie i Tygodnik Powszechny. Ale czy to naprawdę chodzi o komunikację z użytkownikami w Second Life czy raczej o tanią promocję w mediach przy pomocy słowa-klucza? SL to na pewno ciekawe medium z dużym potencjałem marketingowym, ale czy na pewno dla wszystkich i dla każdego produktu?

Świetną ilustracją do aktualnego mediowego szału na SL jest ten filmik agencji Draft FCB:

komórkowe tagi

ecko_cell_blog.jpg

Świetna koncepcja na wykorzystanie technologii mobilnych: komórka połączona z citylightem via bluetooth działa jak puszka farby, którą możemy podpisać się na ekranie. Jak ulał pasuje do marki Ecko, która stale stara się podkreślać swoje korzenie.

via adsoftheworld

inteligentny ‘resize’ obrazów

Kolejny krok w technologii inteligentnej modyfikacji obrazów. Nielubiana ciocia weszła w kadr? Kliknij, przesuń, cioci nie ma. Dzięki takim rozwiązaniom jak pokazane poniżej, zwykli użytkownicy w parę sekund będą mogli dokonywać retuszów, które dotychczas wymagały sporych umiejętności i czasu. Imponujące ale skłaniające do refleksji nad końcem tradycyjnie pojmowanej fotografii.

modlitwa o cenzurę

Cenzura wydaje się jednym z najczęściej wykorzystywanych narzędzi współczesnego marketingu. Nic tak nie ożywi zainteresowania przekazem reklamowym jak zakaz emisji, oburzony głos komisji etyki czy (daj Boże!) protesty grup społecznych. Co z tego, że komunikat zniknie z telewizji, skoro ze wzmożoną siłą włącza się wtedy niezależny obieg spotu w internecie i medialny szum, za który nie trzeba płacić. Odnoszę wrażenie, że im częściej brak dobrego pomysłu tym częściej pojawia się pomysł zapasowy: zróbmy coś “pod cenzurę”.

lato w c5

Tak to wygląda od zaplecza. Sezon (mało)ogórkowy w Gliwicach:

(Marna jakość bo to z kieszonkowego aparatu. Sorry.)

przemyślenia z videoteki

Moje wyprawy do lokalnej wypożyczalni dvd/video to wydarzenia rzadkie ale zawsze długotrwałe. Przyświeca im każdorazowo zamiar wejścia i błyskawicznego wyjścia ze wspaniałym i wiekopomnym obrazem wybranym po kilkuminutowych poszukiwaniach. Kończy się jednak tak, że przepadam, ginę w akcji i niezależnie od postanowień, jak zahipnotyzowany krążę pomiędzy półkami wpatrując się maślanymi oczami w okładki, ważąc pudełka (i wartość filmu) w ręce, czytając opisy typu “film był wyświetlany (!) na festiwalu Sundance” i zastanawiając się czy ten czy tamten, a może jeszcze inny. Grymaszę jakbym się przymierzał do kupna domu albo operacji nosa, a nie wybrania sposobu na spędzenie tych kilkudziesięciu minut przed telewizorem w piątkowy wieczór.

Opuszczam ten przybytek zwykle po kilkudziesięciu minutach, pełen wyrzutów sumienia i wątpliwości czy ten warty siedem pięćdziesiąt wybór jest aby na pewno słuszny. Dzisiaj było tak samo i znowu się rozmarzyłem… o Netflixie. Gdybym miał konto w Netflixie (US Residents only) to zamiast pocić się w wypożyczalni, filmy gromadziłbym na swojej liście, rekomendacje dostawał od znajomych i netflixowej społeczności, płyty dostawałbym pocztą, trzymał w domu do oporu i odsyłał dopiero jakbym miał ochotę na jakiś nowy film. Z otwartymi ramionami przyjąłbym w przeglądarce i na debecie karty polską wersję tej usługi.

Wierzę w usługi internetowe, które wypełniają luki rynku i zaspokajają istniejące potrzeby, a nie tworzą nowe. Twórcy Basecamp stworzyli prosty, przystępny system do zarządzania projektami, który stał się doskonałą alternatywą dla nadmiernie rozbudowanych aplikacji na rynku. Zawojowali web. Panowie z Threadless zaczęli sprzedawać koszulki z ciekawymi i śmiesznymi wzorami, ludziom którzy chcieli nosić coś ciekawego na sobie, a nie płacić za t-shirty z wielkim logo producenta nadrukowanym na piersi. Dzisiaj sprzedają ich setki tysięcy rocznie i dają nieźle zarobić społeczności projektantów. A Netflix stworzył wypożyczalnię dla takich niezdecydowanych leniuchów jak ja i znalazło się ich kilka milionów.

W Polsce webowa przedsiębiorczość z dnia na dzień nabiera impetu, ale odnoszę wrażenie, że zamiast szukać rozwiązań dla istniejących problemów wszystkie działania koncentrują się na dublowaniu - siebie nawzajem i istniejących już rozwiązań z globalnego rynku. Wszyscy walczą o sukces na miarę GaduGadu lub Allegro - “pierwszy klon na starcie zgarnia pulę”. Mamy więc polskie: flickr (fotosik.pl, slajd.net), youtube (wrzuta, streemo), linkedin (goldenline, biznes.net, profeo), digg (wykop, gwar), twitter (blip), niezliczone porównywarki cen, serwisy plotkarskie, itd. itp. Większość tych lokalnych adaptacji jest mało potrzebna — oryginały mają polskie wersje lub są skierowane do grup, które bez problemów posługują się językiem angielskim, a nie chcą rezygnować z międzynarodowego zasięgu społeczności zgromadzonych w tych serwisach.

Tymczasem jest tyle niezaspokojonych, zupełnie realnych potrzeb, “dziur” w polskim web biznesie, które czekają na swoje rozwiązania. Skoro już decydujemy się żeby tworzyć lokalizacje to dajcie mi na przykład polskiego Netflixa lub sklep z mp3, w którym będzie można coś znaleźć. Jeżeli są usługi, za które już dzisiaj chętnie zapłaci duża grupa klientów, to po co marnować swój talent i kapitał, na tworzenie kolejnego klonu, zaspokajanie sztucznych potrzeb i czekanie na tajemniczego inwestora/ryzykanta, który wyłoży (lub nie) fortunę za przedsięwzięcie, którego przyszłość jest wielką niewiadomą? Czy w dobie kolejnej rewolucji internetowej prawa popytu i podaży już zupełnie straciły rację bytu?


Aktualizacja (13.08.08)

Temat polskich adaptacji i ich przyszłości rozwijają na swoich blogach Dominik Kaznowski w notce Czy polskie serwisy wytrzymają konkurencję graczy globalnych? i Bartek Raciborski w Czy serwisy z zagranicy wygryzą nasze rodzime?