pstro.com jest serwisem tworzonym przez click5.
piszemy tu o nowych mediach, designie, technologiach, marketingu, sztuce, pogodzie, naszej pracy i wielu innych tematach. poczytaj.

Archive for maj, 2007


2 razy o reklamie

Kto by pomyślał, że o zmieniających się relacjach pomiędzy reklamodawcami a klientem opowie nam… Microsoft. Poniższy filmik to próba rozpoczęcia dyskusji o tym jak zmienia się reklama. Dyskusja oczywiście trwa nie od dziś, ale kto by się tam czepiał - w końcu niektóre głosy brzmią znacznie donośniej od innych. Oto “The Break Up”:

Po obejrzeniu tego kawałka od razu nasunęło mi się skojarzenie z innym filmikiem, który też parę lat temu miał zapoczątkować zmiany w reklamie. Stare to jest jak świat, ale chyba nadal (niestety) mocno trafne. Jeżeli nie widziałeś, a pracujesz w branży to bardzo polecam!

“The Truth in Advertising”:

5 Linków w piątek / 25 maja

Recaptcha
Jak z niezbędnego ale zarazem upierdliwego narzędzia (captcha) wycisnąć pozytywny efekt uboczny. Poddając się antyspamowej weryfikacji pomagasz w digitalizacji literatury. Pomysł na 5.

D&AD Awards 2007 - zwycięzcy ogłoszeni
Ołówki ponownie rozdane. Warto spędzić trochę czasu i zagłębić się w listę zwycięzców, a zwłaszcza w dział Digital&Wireless podzielony na kategorie Websites, Viral, Gaming i Online Advertising.

Nothing to Hide
Pewnie ktoś sobie pomyśli, że jesteśmy szowinistami, którzy odwiedzają i polecają takie serwisy ze względu na dużą ilość atrakcyjnych nagich kobiet, ale to oczywiście nieprawda. Wiadomo przecież, że nam chodzi o…, hmm, rozwiązania technologiczne i tą…, no…, typografię.

Zrób to sam. W dzisiejszym odcinku: Gwiezdne Wojny
W bezprecedensowy (dla niego samego) sposób George Lucas udostępnia internautom 300 fragmentów gwiezdnej trylogii. Teraz sami możemy zmontować swoją wersję sagi i wysłać ją do oceny znajomym.

La chute
Pomiędzy skokiem i upadkiem człowiek uczy się kontrolować swoją miejską trajektorię. Intrygująca kolekcja zdjęć Denisa Darzacqa.

pełna domenacja

Każdy kto spędził kilka dni i nocy nad kartką, wymyślając nazwę dla swojego produktu, serwisu lub usługi wie, że lekko nie jest. Nawet jeżeli już wpadniesz na tą upragnioną, fantastyczną i jedyną nazwę to wszelkie nadzieje pryskają kiedy w końcu weryfikujemy ją w wyszukiwarce domen… Zajęta. Oczywiście.

Co tu dużo ukrywać, nasze własne “imię” powstało w podobny sposób. Miało być samo “click” (a click.pl było nawet wolne!) ale spóźniliśmy się i trzeba było uzupełnić nazwę o coś dodatkowego. Click5 brzmiało nieźle. Jak Chanel, jak Jacksoni, jak przybijanie piątki. Tak zostało. Ot i cała tajemnica.

Ale nie dlatego to piszę. Polecam artykuł z CNNMoney, na który się dzisiaj natknąłem: “The man who owns the internet”. Tekst o kulisach biznesu domenowego, o tym jak świetne nazwy dla potencjalnych produktów i serwisów marnują się bezpowrotnie, pasożytując na sile ludzkich skojarzeń, literówek i pomyłek. Tekst traktuje o zjawisku starym jak świat www, ale daje szerszy obraz zakulisowych działań, które nakręcają ten proceder. Lobbing u premiera Kamerunu w celu przejęcia kontroli nad domeną .cm? Czemu nie.

Te działania mają jednak według mnie szerszy wymiar niż tylko trudności z rezerwacją swojego adresu w internecie. Zmienia się język, bo zmieniają się nazwy produktów i usług, które przecież go również tworzą. Powstają te różne Zune, Wii, które i tak brzmią nieźle w porównaniu do nazewnictwa sprzętu elektronicznego (czy Twój SGH-E900 łączy się z A8H-4P018?) Gubi się też gdzieś intuicyjność tego medium i pierwotna idea samych domen. Kiedy pod generycznymi, prostymi nazwami typu religion.com czy laptop.com lub pod nazwą szukanej firmy zamiast treści, kryją się rzędy pay-per-click’ów zaciąganych z Google tracimy zaufanie do instytucji domeny. Wtedy tradycyjne okienko adresu w przeglądarce zaczyna zastępować inne pole tekstowe, znacznie skuteczniej prowadzące nas do upragnionego celu. Pod koniec dnia, Google znowu wygrywa.